-
Postów
200 -
Dołączył
-
Ostatnia wizyta
Typ zawartości
Profile
Forum
Wydarzenia
Treść opublikowana przez kuba
-
Nas krakusów treespot raczej nie ma czym zaskoczyć...
-
Dodam słowo komentarza - wystawa w forcie Werner zrobiona bez pojęcia zupełnie. Więcej błędów i oszustwa widza, niż prawdy historycznej. Trochę ciekawych rzeczy, ale znakomita większość eksponatów nie ma nic wspólnego ani z fortem Werner, ani z Twierdzą Przemyśl. Ot, choćby "rekonstrukcja kazamaty komendanta", gdzie ni z gruchy, ni z pietruchy zestawiono trochę starych mebli i gratów, każdy z innej parafii. Warto odwiedzić, ale tylko ze względu na fort, wystawa jest w całości do kitu (choc trafiają się ciekawe eksponaty). Sam Werner zresztą też w wielu mijscach solidnie skopany. Wystawa o Twierdzy Przemyśl w Muzeum Narodowym mogłaby być w zasadzie o dowolnym mieście garnizonowym monarchii habsbusrkiej. Tu również sporo błędów merytorycznych, np. pokazuje się tam zdjęcia archiwalne z frontu włoskiego jako zrobione w Przemyślu. Warto ze względu na armatę kazamatową 9 cm i parę drobiazgów. Muzeum TP zrobionego przez 3 pułk artylerii fortecznej nie znam. Wystawa w schronie pod Gromadą ciekawa, ale bardzo trudna w odbiorze, bo przeładowana fantami. Obowiązkowa dla wszystkich miłośnikó fortyfikacji, a szczególnie sowieckiego żelbetu, no i polskich kopuł pancernych. Do listy fortów "obowiązkowo do zwiedzenia" dopisałbym Prałkowce, rzadko zwiedzane - tu można zobaczyć skutki ostrzału artyleryjskiego (liczne przebicia stropów, zawalone schrony, zasypane poterny) - niesamowite miejsce. Fort jest niezagospodarowany, dziki i pusty - a po takiej głupiej cepelli na Wernerze to naprawdę duży plus. Wokół piękny zasób fortyfikacji polowych, najlepiej tam pojechac wiosną albo jesienią. Poza tym, w sumie mało zarośnięty jak na obiekt znajdujący się w lesie. Dość dobrze się go czyta, czego nie można powiedzieć np. o - bardzo podobnych - Grochowcach. Poza tym - godny polecenia jest potężny, niedawno odkrzaczony Optyń, oj robi wrażenie, robi... I Łuczyce, z wyjątkowymi widokami, przykład ładnie zachowanego fortu nietypowego, przebudowywanego (kilkakrotnie) ze starszych obiektów.
-
Cały pomysł ujrzał światło dzienne w roku 1901, wiedeńska Rada Państwa uchwaliła wtedy tzw. ustawę koerberowską (od nazwiska austriackiego premiera Ernsta von Koerbera, inicjatora jej uchwalenia). Ustawa miała ogromny budżet (o ile dobrze pamiętam 1 mld koron), a zakładała budowę nowych dróg wodnych na terenie monarchii. W najogólniejszym skrócie miało powstać połączenie wodne Dunaj - Wisła i bodaj także Wisła - Dniestr. Ustawę uchwalono w nastroju entuzjazmu, jej pojawienie się podcięło do galopu krakowskie władze miejskie, które wreszcie ocknęły się z letargu i zabrały się serio za sprawę poszerzenia granic miasta - a to dlatego, że jak widać na wklejonym przez Atterdaga obrazku "krakowski" port rzeczny miał w rzeczywistości powstać na terenie Dębnik, Ludwinowa i Zakrzówka, a to oznaczałoby, że zyski z działalności portu ciągnęłoby Podgórze (które zapewne wchłonęłoby te gminy), a Kraków nie zobaczyłby z tych pieniędzy ani jednego halerza. Efektem było podjęcie działań na rzecz rozszerzenia miasta i powstania tzw. Wielkiego Krakowa, ukoronowane przyłączeniem Podgórza w 1915 r. Jednocześnie podjęto prace przy budowie planowanych dróg wodnych. Obok budowy wspomnianego kanału, powstały obwałowania Wisły na obu brzegach (aż do ujścia Potoku Kościelnickiego) i na prawym (od ujścia Potoku Kościelnickiego w dół rzeki, wynikało to z faktu że Wisła była od tego miejsca rzeką graniczną). W samym Krakowie powstały piękne, reprezentacyjne bulwary z murami oporowymi ujmującymi strome brzegi rzeki. Wykonano przy okazji regulację Rudawy, budując dla niej nowe koryto z ujściem na Zwierzyńcu koło klasztoru Norbertanek. Połączenie Wisła - Dunaj jednak nie powstało. Powody były dwa: koszt okazał się znacznie większy niż pierwotnie preliminowany miliard. Po drugie, projekt wzbudził zaniepokojenie kolejarzy, obawiających się że połączenia wodne odbiorą im część zysków. Naciski lobby kolejowego spowodowały podjęcie rozbudowy linii kolejowych i stopniowe zarzucenie idei budowy kanałów. Tyle w dużym uproszczeniu...
-
Coś tu nie gra - linia łącząca Zakrzowek z Solvayem nijak nie mogła przechodzić przez Wielicką, no chyba że szła "dookoła świata". Kolejka na Bielany - z tego co wiem - nie była forteczna, tylko wodociągowa. Jest opisana w książce Roberta Wierzbickiego "Wodociągi Krakowa" - mam na półce, ale nie mogę zaczerpnąć szczegółów bo półka znajduje się w mieszkaniu u mamy. O ile jednak pamiętam, kolejka nie miała proweniencji fortecznej, powstała i służyła przy budowie bielańskiego wodociągu. Sprawdzę i napiszę przy okazji. W każdym razie, w przedwojennych planach uzbrajania twierdzy na wypadek wojny (stan na styczeń 1914) nie przewidywano budowy takiej linii. Co nie znaczy, że kolejka wodociągowców nie mogła być wykorzystywana przez wojsko. Pewnie była. Zdjęcie z NACa - kolejka jak kolejka, ta wodociągowa... Za to te budynki, jeśli mnie wzrok nie myli, to przecież Kavallerie - Notkaserne Przegorzały :unsure: :ph34r::lol: B)
-
No, z tym utrzymaniem funkcji trochę przegiąłem - można mówić o odzyskaniu funkcji militarnej po latach. Ryćkający ów punkt pomiaru skażeń raczej na pewno nie traktowali tego obiektu jako szańca - prawdopodobnie nawet nie uważali tego miejsca za obiekt, tylko za ugór jak każdy inny; pewnie im do głowy nie przyszło że mają do czynienia z dziełem obronnym. Potraktowali wały jako zastaną formę terenową. Tak więc to jest nawarstwienie, ale nie modernizacja. No i rzecz jasna nie ma mowy o ciągłości funkcji militarnej, ale o odzyskaniu tejże, oczywiście już w odmiennej formie. Co unikatowości sprawie wcale nie odbiera.
-
Zakładam, że chodzi Ci o "to coś" (rozpaprane ziemne wały z okopami szalowanymi prefabrykatami żelbetowymi) przy ul. Do Groty, między koszarami w Pychowicach a FS 29, blisko tych pierwszych, a kawałek od tego drugiego? Jak wiele rzeczy w Krakowie, rzecz jest wielofazowa, znaczy się nawarstwiona. Zasadniczo i pierwotnie to jest szaniec IS 29 1/2, a więc rok 1855. Po drugiej wojnie wtórnie wstawiono weń te oszalowane rowy, przy czym - jeśli wierzyć byłym wojskowym, uczestnikom Rajdu Szlakiem Twierdzy Kraków - to miał być punkt rozpoznania skażeń (w tych kolistych stanowiskach, na oko aż proszących się o km-y, miała być ustawiana aparatura do poboru próbek z powietrza. Jak znam życie, to chodziło o skażenie promieniotwórcze i dozymetry, więc to będą lata 50., ewentualnie wczesne 60. XX w. - doktryna zmasowanego odwetu jądrowego, w warunkach którego takie obiekty mogły być przydatne (byle liczne - odczyty z wielu takich punktów, prostych i chroniących w zasadzie tylko przed falą uderzeniową, rozsianych na terenie zagrożonym atakiem miały dać obraz zasięgu i natężenia skażenia), obowiązywała w NATO w latach 1950 - 61. W sumie ciekawe nawarstwienie, unikalny przykład utrzymania funkcji wojskowej w warunkach wojny jądrowej przez szaniec z połowy XIX wieku...
-
Hoek van Holland... Drugowojenny złom niemiecki gdzie indziej kręci, ale tam... Te wieże i kazamaty Grusona, miodzio, miodzio, miodzio :P :rolleyes: B) Furda niemczyzna (drugowojenna, rzecz jasna :mrgreen: .).. Jedna poprawka: Zbudowany 1887 - 89.
-
Te obmurowane fragmenty pod Krzemionkami (w rozumieniu rejonu fortu 32) to zakończenie fosy przynależnej do obwałowań rdzenia na wierzchowinie Krzemionek (w rozumieniu pasma wzgórz). Zachował się długi prosty odcinek fosy, na końcu załamany i ujęty w omurowania - w murze skarpy były cztery strzelnice karabinowe, pozwalające przestrzeliwac fosę ogniem wzdłużnym. Taka ersatz - kaponiera :ph34r: :mrgreen: , nota bene to był jedyny odcinek fosy wałów na Krzemionkach mający własną dedykowaną obronę boczną - wszystkie pozostałe nie miały flankowania, było ono możliwe tylko z barków wałów bastionów (co dawało pola martwe przy dnie fosy w pobliżu bastionu, poza tym fosa przed ich czołami była w ogóle nie flankowana). Zamieszczam zdjęcie z zaznaczonym tym właśnie fragmentem z omurowaniami. W żadnym wypadku nie były to przejścia, jak pisał prof. Bogdanowski. Mur ze strzelnicami to detal "a" na planie.
-
No to po kolei. 1. Według wszelkich znaków na niebie, a zwłaszcza na ziemi, nie zjadł. 2. Pewnie tak, gdyby do tego doszło. 3. Stoi i stanowi zagwozdkę. Najprawdopodobniej są to fundamenty i przyziemie fortu. Lokalizacja się zgadza, jeśli porównać stare zdjęcie satelitarne (1965) ze współczesnym. Hipotezę tę uprawdopodabnia fakt, że TO COŚ jest ceglane. Fort też był ceglany (piaskowiec w przyziemiu byl stosowany tylko jako oblicka, pod stosunkowo cienkimi płytami kamiennymi jest cegła. Taką samą technologię można sobie obejrzeć obecnie w przekroju, na Lubiczu). 4. Ten szaniec to półbastion VIII. Podstawy, tzw. kwietnikowe (tak to określają ponoć faceci od drugowojennej niemieckiej) są pod Flaki, bodajże 37mm. Albo pod dwudziestki - już dokładnie nie pamiętam, ale raczej 37. W necie spotyka się różne informacje. 5. teoretycznie tak, powinno być 6 stanowisk rozmieszczonych na planie spłaszczonego sześciokąta, więc bateria liczyła 6 x 37 mm. w terenie sa obecnie bodaj 4 podstawy, a ponoć było tylko 5, co wszakże wydaje się niewiarygodne - jedną zapewne dość szybko po wojnie szlag trafił. 6. Nie wiem. Fundamenty mogą ewentualnie być, przykryte warstwą humusu - przyroda w kilkanaście - kilkadziesiąt lat w sprzyjających warunkach potrafi wytworzyć zaskakująco grubą warstwę gleby, nawet 20 - 30 cm. 7. Nie wiem, nie widziałem. Zapewne niemczyzna, trzeba by obejrzeć, a i na plan rzucić byłoby nie od rzeczy. 8. Wały Krakusa zostały splantowane w ramach przygotowań do badań archeologicznych kopca i jego otoczenia. Rzecz miała charaketr kompleksowy - zniesiono całość obwałowań. Fragmenty wałów rdzenia pod Benedyktem ocalały, bo nikomu nie wadziły. Podobnie ocalał spory odcinek fosy przy studiu telewizyjnym i kawałek wału, też obok studia, ale w innym miejscu.
-
Który to rok jest? 1848? Fajny plan... Linia kolejowa wrysowana wtórnie, podobnie dojazd do fortu Krakus i jego działka.... Kształtu działek Benka i Krzemionek nie pamiętam z głowy, ale również widać wtórne zmiany w ich rejonie
-
No, kilka godzin na 30 kaemów to mało, niezła prędkość Ci wychodzi... Ja też lubię łazić, najchętniej po górach - Bieszczady, Pogórze Przemyskie, Góry Sanocko - Turczańskie, Beskid Niski... Aczkolwiek Beskidami też nie gardzę, ale to nie to samo... Mój rekord dobowy oficjalny, ustanowiony w dolinkach podkrakowskich, wynosi 47,3 km. Miało być 50, tak się umówiliśmy z kumplami, zaplanowaliśmy trasę, poszliśmy, po dokładnym przemierzeniu według mapy Compassa wyszło jednak tylko tyle i nie chciało być więcej. Dawniej biegałem - maksymalna odległość to 15 km (pokonana kilka razy tylko), ale najczęściej biegałem 12 - o, tego sporo było. Ale już nie biegam - teraz ważę sobie kole setki, a czasu nie mam, ktoś musi dzieci pilnować jak żona pracuje... Choć obiecuję sobie, że tej wiosny znów zacznę. A trasę mam u siebie w okolicy piękną, wśród wzgórz, polnymi drogami, częściowo obok rosyjskich okopów z I wojny, z widokiem na Tatry, obok bobrowych żeremi...
-
To są austriackie prochownie, tylko numerów ci z głowy nie podam. Jedna cała, ogrodzona i użytkowana, druga w rujnacji. Granica obozu (północna) to mniej więcej droga dojazdowa do jednej z nich. Ostatnio ten teren (i rejon zachowanych prochowni, i obóz) zaczyna coraz szybciej zarastać drzewkami, za 20 lat będzie tam las jeśli nikt nic nie zrobi.
-
Jedźcie na Zniesienie i zobaczcie tę pożal się Boże rewitalizację. W rzeczywistości jest to dewastacja fortu, z likwidowaniem koron wałów (tj. splantowanie do poziomu ławki strzeleckiej), przerzucaniem mostków nad fosami i robieniem na siłę klasycznego miejskiego parku z alejkami, latarniami etc. w forcie, przy czym zarówno projektant, jak i wykonawca wykazali się totalnym brakiem wiedzy o fortyfikacjach.
